Ogrody
-
Różane Podróże Małgorzaty Kralki czI
Zweibrucken, jest to niewielkie, liczące około 35tys. mieszkańców miasto w Palatynacie niedaleko bardziej może znanego Saarbrucken. Poza ogromnym, chyba największym w Niemczech Outletem zbudowanym na terenie opuszczonego przez amerykanów lotniska, kryje w sobie kilka skarbów przyrodniczych. Na szczególną uwagę zasługuje tzw, ścieżka dydaktyczna urządzona na terenie letniej posiadłości króla Stanisława Leszczyńskiego. Jest to nagromadzenie prawie wszystkich odmian – 2000- dziko rosnących w Europie róż . Wczesnym latem w porze ich kwitnienia nad ogrodem unosi się oszałamiający zapach. Jednakże najbardziej zainteresował nas trzeci co do wielkości w Niemczech, ogród różany, położony w samym sercu miasta. Dziś nazywany jest parkiem kultury Europas Rosengarten czyli Europejski ogród różany. Nie wiem , ale zapewne to z tego powodu Zweibrucken nazywany jest łącznie z przymiotnikiem Rosenstadt.
Historia tego ogrodu zaczyna się w 1912 roku gdy to miejscowe stowarzyszenie miłośników róż organizuje wystawę róż. Niebawem, bo już w roku 1914, księżna Hildegarda von Bayern zakłada ogród różany do którego powstania wielce przyczynił się znany hodowca niemiecki Peter Lambert- dołożył również swoje pięć groszy do stworzenia Sangerhausen. Od roku 1950 ogrodem tym zarządza miasto, wspierane przez miejscowe stowarzyszenie miłośników róż. Dziś ogród ten o powierzchni 4,5 ha tworzy 60 000 sztuk krzewów róż w dwu tysiącach odmian a towarzyszy im około tysiąca odmian bylin. Ale ogród różany to nie tylko ogród botaniczny, to także miejsce licznych imprez kulturalnych organizowanych na wolnym powietrzu.
Oddajmy teraz głos Pani Małgorzacie Kralce, która nadto pokaże nam róże z tego ogrodu i sam ogród.
“To naprawdę piękne miejsce. Pięciohektarowy park jest bardzo udanym połączeniem róż, bylin, wody i rozległych połaci trawników oraz tzw, małej architektury ogrodowej. Zasadzono tutaj przede wszystkim róże nowoczesne ze wszystkich grup. Róże historyczne znajdują się trochę z boku i są gorzej eksponowane.
Ogród różany Zweibrücken.
Mnie osobiście najbardziej zachwyciły – róża wielkokwiatowa Juliana hodowli Mc Gredy’ego, słusznych rozmiarów Hansa Park Kordesa, dalej floribunda Cockera Playboy oraz świetnie się prezentująca nowinka Tantau - Jazz. Zauroczyła mnie również Kir Royal gdy to zobaczyłam z bliska jej różowe płatki, upstrzone drobnymi smużkami. Swoją niewątpliwą urodę potwierdziła również Acropolis Meillanda. Pięknie prezentowały się w wielkiej masie nasadzeń zupełnie mi nieznane Leona Noacka i Casseta Dickersona. Jeszcze kilka słów o róży Fritz Nobis. Patrząc na tą odmianę upewniłam się ostatecznie , że słusznie czynię tak uparcie poszukując jej dla siebie.”
Innym ogrodem, który pokaże nam Pani Małgorzata Kralka jest Haigerlocher Rosengaten. To współczesna kreacja obliczona na zwiększenie napływu turystów. Założony został w roku 2007 przez lokalne Towarzystwo Miłośników Róż, które też prowadzi ów ogród złożony z 7000 krzewów. “Ludzie tu wspólnie pracują i bawią się w czasie czerwcowych festynów różanych -pisze Pani Małgorzata. Miesiąc ten tradycyjnie poświęcony jest w całych Niemczech ich ukochanej róży. Łączy się nad podziw udanie pracę zabawę i naukę. W ogrodzie, który jest bardzo młody wysadzono bardzo wiele odmian nowoczesnych wszystkich grup róż i wszystkich wiodących hodowców. Jak gdyby obramowaniem dla nich/klamrą/ sa odmiany historyczne posadzone głównie na trawnikach. Na siatce ogrodzeniowej natomiast starannie rozpięto ramblery.Pomysł banalny, ale staranność jego realizacji dodała temu założeniu wiele uroku. Bardzo pomysłowe są też inne formy geometryczne służące im za podpory.
Tutaj to zobaczyłam piękny okaz Souvenir du dr Jamain – kolor kwiatów wprost powalający z nóg jak i niezwyczajna obfitość kwiecia. Wiele by można wymieniać odmian ,ale odkryciem moim jestniewątpliwie Kaiser von Lautern Michlera. Przepiękna róża parkowa o półpełnych kremowo żółtych kwiatach.”
Mam wielkie uznanie dla Niemców za ich wiarę w możliwość kreowania rzeczywistości. Połączone to z ich systematycznością i konsekwencją w dążeniu do celu owocuje takimi właśnie dziełami jak ten Haigerlocher Rosarium wykreowane w szczerym polu. I jeszcze jedna uwaga. Gdy będziemy podziwiać fotografie przepięknych okazów róż pamiętajmy jednakowoż o pewnym drobiazgu. Przodkowie nasi osiedlając się na tych ziemiach nie zadbali równie starannie o klimat co Germanie. U nas Himayan czy Bobby nigdy nie urosną tak ślicznie jak na tych fotografiach a większość ramblerów nie osiągnie oglądanych tu rozmiarów bądź też wogóle nie zakwitnie. A teraz spójrzmy na ogród.
Haigerlochech Rosengarten
Co do fotografii. Zobaczymy wiele ujęć ogólnych , na których widzimy krzewy różane w całej swej okazałości. Możemy tu ocenić nie tylko urodę kwiatu, ale również i samej rośliny o co zapewne autorce tych zdjęć chodziło.Wszystkie fotografie Małgorzata Kralka.
-
Różane Podróże Małgorzaty Kralki czII.Baden Baden
Miasto Johannesa Brahmsa. Lichtentaler Alee prowadzi wprost do Gonneranlage rose garden, który oferuje nam ponad 300 odmian róż. Zaprojektował go w modnym podówczas stylu geometrycznym architekt zieleni Max Laeuger a sfinansowanie tego założenia zawdzięczamy magnatowi kawy Herrmanowi Sielcken, który postanowił stworzyć go na początku XX wieku dla swojej żony, jednakże sam ogród został nazwany imieniem ówczesnego burmistrza Baden Baden Alberta Gonnera. Z kolei ogród różany będący sercem tego parku założony został w roku 1952. Nasadzenia kwiatowe uzupełniają liczne rzeźby i centralnie umieszczona fontanna. Wszystko w niezwykle uporządkowanym, klasycznym stylu usposabia nas do spacerów i marzeń.
Pani Małgorzata Kralka pisze:” Bardzo znane miejsce dla każdego miłośnika róż. Rodzaj publicznego parku z rabatami różanymi, gdzie każda odmian ma swoją etykietę. Wysadzono tu przedewszystkim odmiany wielkokwiatowe i rabatowe. Jest też trochę ramblerow prowadzonych przy stożkowych konstrukcjach metalowych. Rabaty bez towarzystwa bylin obrzeżone są trawnikami. Są również bardzo piękne rabaty mieszane. W ogrodzie tym wpadł mi w oko rambler Doroty Dennison , Marchenland firmy Tantau oraz Sparrieshop Kordesa z 1952 roku. Jest również drugie wspaniałe założenie – ogród różany położony na stokach góry Fremersberg zaliczany przez Wolrld Federation Rose Society do najwspanialszych ogrodów różanych. Znajduje się on w górnej części miasta. Poza ogrodem doświadczalnym,o bardzo skromnej kompozycji – poprostu kwadratowe klombki 1 x 1 gdzie nowe odmiany podlegają obserwacji i ocenie zobaczymy masę ramblerów. Wszystkie bardzo starannie i przepięknie rozpięte na siatce ogrodzeniowej oraz w postaci girland na łukach. Niewątpliwą ozdoba tego miejsca jest jego położenie wysoko ponad miastem jak również owe aleje girlandowe przyozdobione postaciami antycznych bogiń. Wszystko starannie i pedantycznie opisane i oznakowane.”
Ów górny ogród przywołał mi nieodparcie reminiscencje z ogrodu różanego Abbaye de Valsaintes we Francji, gdzie to do końca nie było się pewnym czy to róża jest głównym aktorem w tym spektaklu.Jakże to dalekie od myślenia Gertrude Jekyll, gdzie to wszytko musi być podporządkowane jednemu . Kontemplacji piękna róż.
Spójrzmy więc na tych kilka zdjęć z ogrodu i na róże, na które zwróciła oko obiektywu nasza przewodniczka.
-
Różane podróże Małgorzaty Kralki czIII. John Scarman i ogród Landhaus Ettenbuhl
Landhaus Ettenbuhl to nie tylko ogród różany, to również ogród ozdobny, posiadłość prywatna, to też przedsiębiorstwo oferujące nie tylko krzewy róż ale i produkty związane z różami a to kremy, perfumy, wydawnictwa kursy a nawet cukierki.To również restauracja, i centrum szkoleniowe.
Pani Małgorzata Kralka o swojej wizycie w tym ogrodzie tak pisze: “Landhaus Ettenbuhl, położony blisko granicy Szwajcarskiej , niedaleko Bazylei, to prywatny ogród i szkółka róż bardzo mało znanego w Polsce hodowcy i designera Johna Scarmana, Anglika mieszkającego od wielu lat w Niemczech. Ogród złożony jest z pięknych wnętrz i tajemniczych a romantycznych zakamarków. Róże zastosowano tu we wszelkich możliwych kombinacjach. Zobaczyłam tam poszukiwane przeze mnie odmiany Sally Holmes i Betty Prior. Ich uroda okazała się warta wszelkich starań aby je zdobyć. Widziałam odmianę Mozart, z grupy piżmowych wspinającą się hen wysoko, na parę metrów w górę drzewa niczym potężny rambler.
Na fotografii obok. Niewiarygodny widok! Z odmian hodowli samego Johna Scarmana zachwyciła mnie Citronella. Róża pnąca, dorastająca do 2m wysokości. Kwiaty pojedyncze, cytrynowe, muśnięte pomarańczem. Piękna jest też Burgundy Rambler, ciemno kwitnące pnącze o wielokrotnym kwitnieniu. Dalej, wyróżniłabym Kirsten Klein, odmianę o pojedynczych różowych kwiatach, również ciągle kwitnącą. Piękny jest też pnący okaz o nazwie posiadłości – Landhaus Ettenbuhl. Trzeba też wspomnieć o trochę podobnej do Super Excelsy odmianie Brewood Belle. Jest to miejsce warte odwiedzenia w ciągu całego sezonu, gdyż dobór odmian jest niezwykle staranny i zawsze znajdziemy coś co nas w danym momencie zachwyci”.Historia tego ogrodu zaczyna się od 7 hektarów łąk, na których Stefania Korner/późniejsza żona Scarmana / zakłada stadninę koni. Potem w czasie wyjazdu – chyba dłuższego – do Anglii , przywodzi trochę róż i zaczyna zakładać ogród różany. John Scarman pojawia się w Ettebuhl w roku 1998. Jest to projektant zieleni i hodowca róż. On to nadaje nowo powstającemu ogrodowi inny wymiar. Nadaje mu typowo angielską atmosferę, z całym swoim romantyzmem, bogactwem i mistrzowskimi układami roślin, podział na różne wyodrębnione miejsca w ogrodzie, wykorzystanie topiarów i temu podobne, bardzo brytyjskie rozwiązania. Piękno tego ogrodu zawiera się między innymi i w tym że jest w nim zawarte prawie 40 lat prywatnej miłości i pasji Scarmana. W ogrodzie tym znajdziemy oczywiście – poza odmianami historycznymi praktycznie wszystkie hodowle Scarmana.
Jest to nie tylko zbiór roślin, to swego rodzaju centrum edukacyjne. Scarman prowadzi tu kursy wtajemniczające chętnych w tajniki angielskiej szkoły projektowania ogrodów. Organizowane są tu również imprezy okolicznościowe. Na ten przykład czerwcowy Rose Festival, który padł ofiarą własnej popularności. Po prostu niezbyt duże założenie ogrodowe nie wytrzymywało najazdu gości, którzy dosłownie zadeptywali ogród który nie dawał rady się regenerować. Najazd gości nawet do 10 000 jednorazowo powodował również dużą uciążliwość dla miasteczka. Festiwale zostały więc zawieszone. Organizuje się obecnie kilka pomniejszych imprez. Informację podaję za stroną internetową Badische Zeitung z 8 06 2008 roku.
Wszystkie fotografie możemy obejrzeć dzięki uprzejmości Pani Małgorzaty Kralki.
-
Różanka na Podlasiu
Pani Monika Marks tworzy na Polesiu, bądź jak to sama określiła Polesiu Południowym, różankę z której pochodzą te oto prezentowane fotografie.
Różanka na Podlasiu Południowym
W 2011 roku zrealizowałam swoje marzenie o posiadaniu domu na wsi, ale nie takiego w stylu podmiejskich rezydencji wystylizowanych na współczesne pałace, było to po prostu opuszczone gospodarstwo w okolicy, ani zbyt blisko miasta ani zbyt daleko od naszego miejsca zamieszkania. Dla mnie osobistą inspiracją był film Janusza Majewskiego “Siedlisko”. Niewiele jest produkcji filmowych, które zrobiły na mnie takie wrażenie i tak gruntownie poprzestawiały mi klepki.
Krążyliśmy jakiś czas w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i w cenie nie przekraczającej naszych możliwości. Widzieliśmy rudery za astronomiczne kwoty, urocze miejsca na kompletnym odludziu, aż w końcu, wjeżdżając od Radzynia w coraz to węższe drogi, przecinające pola i lasy, trafiliśmy tu, na Podlasie Południowe do gminy Sosnówka. Trochę przestraszyłam się tych ponad hektarowych przestrzeni, dziwnych odgłosów, starych sprzętów, nie wiadomo do czego służących. W domu jeszcze jakby duch poprzednich właścicieli został… meble i drobne przedmioty, obrazy na ścianach, przydeptane stare kapcie w sieni tak jak by przed chwilą wyszli, choć kurz i pajęczyny świadczyły, że rzadko tu ktoś zaglądał. Piece i kuchnia kaflowa z fajerkami były jak z innej planety, stare, wysłużone, cudowne! Stare firanki na karniszach z drewna, okna otwierające się na zewnątrz, podłoga pomalowana na olejno, sień dawno już bielona…Słodkie jak miód winogrona obrastające południową ścianę stodoły jakoś przywróciły mi równowagę, ale miałam wrażenie, że ten świat to coś zupełnie innego niż to co ja, mieszczuch z dziada pradziada, znałam. Za domem w którym od 8 lat nikt nie mieszkał, zaniedbany sad. Poza tym ogromy, wyższy od domu krzew jaśminu, bzy, jakieś zdziczałe wiśnie, śliwy, perz po pachy, klon jawor, dąb czerwony, dwa orzechy włoskie i czeremchy posadzone wzdłuż miedzy. Na terenie rozrzucone płyty eternitu, jakieś deski, stare opony i wszelakie śmieci drobniejszego kalibru. Dom i okolica wyglądały dość przygnębiająco, jednak w nas płynęła już krew posiadaczy ziemskich, a emocje z tym związane pozostały do dziś.
Przed sprzedażą dom został oczyszczony dokumentnie ze wszystkiego przez sprzedających, pozostały tylko firanki i piece. Ogromne ogniska na podwórku sugerowały, gdzie większość z tych rzeczy zakończyła swój ziemski żywot…
Zaczęliśmy przystosowywać dom do mieszkania zachowując jednocześnie ducha tego miejsca, który wszedł tu wraz z jego pierwszymi mieszkańcami 60 lat temu. Spędzaliśmy tu, w miarę możliwości również święta.
Pierwsze prace ogrodnicze.
Po przyjeździe w dniu zakupu siedliska ujrzeliśmy step z pożółkłą listopadową trawą, samosiejki klonu jesionolistnego i innych oraz obraz tchnący zapachem zbutwienia, wilgoci, chłodu i zaniedbania. Ogródek ozdobny rodził się z udziałem kilku osób oraz środków przymusu bezpośredniego użytych wobec perzu, samosiejek różnych, gleby jako takiej i pozostałych lokatorów, panujących tam wprawdzie od lat, ale nie niezatapialnych (tak nam się przynajmniej wydawało).
Zaczęliśmy od intensywnych działań zmierzających do jednego – żeby wykończyć chwasty. Łatwo nie było, do tej pory nie jest. Stopniowo zaczęło przybywać roślin, które miały upiększyć widok z okien i z ganku. Teren przed domem w przyszłości ma się stać repliką fragmentu ogrodu, jaki posiadał i uwieczniał na swych obrazach Bazyli Albiczuk, malarz samouk urodzony w Dąbrowicy Małej.
Wiosną 2013 postanowiliśmy ruszyć z pracami bardziej konkretnie i w tym celu jeszcze zimą wysłaliśmy umyślnego z wywrotką obornika w celu zasilenia ziemi w ogrodzie frontowym, ziemia na pozostałym terenie wydawała się być bardzo żyzna, z uwagi na wieloletnie utrzymywanie zwierząt gospodarskich. Miejscami jednak ciężka, gliniasta i trudna do przygotowania pod nasadzenia.
Róże
Bez róż nie ma ogrodu, zatem już latem 2012 szarpnęliśmy się nawet, o święta naiwności, na dwie róże sztamowe z miejscowego sklepu ogrodniczego, które były uprzejme zdechnąć sobie zimą. Teraz mamy z nich ładne róże podkładkowe, czyli nie ma tego złego, co by nam nie wyszło!
Późną jesienią 2013 podczas kolejnego wiejskiego pobytu, wirtualnie sadziłam róże na rabacie, która powstać miała na polu dorodnego perzu, od strony południowo-wschodniej, tam gdzie paliło się ogromne ognisko pochłaniające suche badyle i gałęzie z przyciętych drzew w sadzie. Odwiedziłam jedną ze szkółek internetowych i wytypowałam wstępnie, co następuje:
Gipsy Boy, Mozart, Raubritter, Amulett, Solero, Harrison’s Yellow, Rosa spinosissima var. altaica, Paul’s Himalayan Musk, Super Dorothy, Rosa helenae “Semiplena”, Ritausma.
Analiza ryzyka wskazywała, że powinnam wybierać przede wszystkim odmiany mrozoodporne. Kierowałam się zatem stosownym oznaczeniem w opisie przy każdej odmianie, czytałam literaturę i dostępne opisy w Internecie.
Ostatecznie wypadła Paul’s Himalayan Musk, którą mi odradzono z uwagi na niemrawe ponoć kwitnięcie w naszym klimacie oraz Amulett, bo jej nie dostałam i na różance zagościły:
Gipsy Boy, Lykkefund, Mozart, Ritausma, Fruhlingsgold, Solero, Rosarium Uetersen, Super Dorothy, Rosa helenae “Semiplena”, Tuscany, Ambroise Pare, Harrison’s Yellow, Gefylt, Marguerite Hilling, Reine des Violettes, Rosa centifolia “Cristata”, Stanwell Perpetual, Rosa spinossissima “Altaica”, Fantin Latour, Rose de Resht i Excelsa.
Mieliśmy też Flammentanz posadzoną wiosną przy płocie od sąsiada oraz Pink Pavement i kanadyjkę- terminatorkę John Davis w sadzie.
Ale wróćmy do rabat: ciąg dalszy działań ogrodowych polegał na przekopaniu siłą męskich ramion wypalonych poletek i uformowaniu dwóch rabat, wytrząśnięciu przeze mnie z grud ziemi jak największej ilości kłączy perzu przy pomocy wideł amerykańskich i nadludzkiego wysiłku, wyrównaniu ziemi, wysypaniu torfu i kompostu, przekopaniu widłami wyżej wymienionych w celu wymieszania z ziemią, wykopaniu dołków, powsadzaniu róż, pięciorników i kilku bylinek jako towarzystwa dla róż, podlaniu wszystkiego i padnięciu na twarz na zakończenie.
Rabaty zostały skonstruowane w taki sposób, że róże pnące stanowiły jeden szpaler, oddzielając różankę od dzikich ostępów wychodzących na północny wschód. Od przeciwległej strony rządek niskich pięciorników zamyka różankę od strony południowo-zachodniej. Róż z czasem przybywało, niektóre pojawiały się przypadkowo, jako prezenty lub uratowane od zagłady u kogoś, komu się znudziły i wyrzucał je barbarzyńsko na śmietnik. Tym sposobem zyskałam m.in. Queen Elisabeth i drugi egzemplarz Excelsy. Jako towarzystwo dokupowałam kolejne sadzonki ostróżek.
Przy bramie wjazdowej posadziliśmy kilka odmian róży pomarszczonej, niektóre z certyfikatem ADR, ale ich nazwy zaginęły w pomrokach dziejów.Przeszukiwałam strony internetowe szkółek i wyławiałam kolejne zdobycze. Inspirowały mnie koleżanki bardziej doświadczone w temacie różanym na forum ogrodniczym oraz wizyty w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie, choć przyznam, że tam niektóre róże powinny być lepiej oznaczone.
Powstawały kolejne rabaty, jedna z nich nazwana przez nas na wyrost angielską z uwagi na malowniczy nieład kolorowych bylin, została w ubiegłym roku ozdobiona szpalerem róż, które w przyszłości mają upiększyć płot od strony sąsiadki. Wybrałam Hippolyte, Sally Holmes, Himmelsauge, Veilchenblau, Minette.
Czytając zapiski dotyczące kolejnych zakupów odnajduję nazwy: Lambert Close, Babiččina voňavá, Jenny Duval, Rotes Phanomen, Yellow Dagmar Hastrup, Kew Rambler, Elfe i przypominam sobie miejsca, gdzie powinny rosnąć… W ubiegłym sezonie starałam się zidentyfikować, która z róż jest która. Znaczniki legły pod ziemią, a niewprawne oko nie odróżnia póki co Ambroise Pare od Rose de Resht i Reine des Violettes… Ba! Początkowo nawet trudność stanowiło odróżnienie Gipsy Boy od Tuscany! Niektóre kwitną pod naszą nieobecność, więc nawet nie wiem jak wyglądają w pełnej krasie. Ostatnie lato dało się we znaki brakiem opadów, niektóre krzewy róż także to odczuły. Liczę jednak, że się zregenerują.
Ktoś pomyśli: ot, szaleńcze zakupy i nieprzemyślane do końca nasadzenia. I pewnie trochę racji w tym jest. Ale moje marzenia o pięknym kolorowym ogrodzie tam, gdzie wciąż miejsca uwolnione od chwastów przypominają dziury wygryzione w perzowym futrze przez jakiś nieznany gatunek moli, są dla mnie niezwykłym motywatorem. Krótkie i dość rzadkie pobyty na wsi wymuszają pracę zrywami, stąd pośpiech w aranżacji rabat i lekki chaos w nasadzeniach. Już widać, że część róż trzeba będzie przesadzić, bo Lykkefund wyrasta na potwora, więc niedługo będzie pożerać wielki słup latarniany w ogrodzie frontowym. Excelsy i Super Dorothy domagają się porządnej pergoli, a nie lichych łuków z „szajs metalu” made in ChRL, jakie póki co mają. Jako ostatnie pojawiły się : Paganini, That’s Jazz, Celeste, róża czerwonawa, a w koszyku z zamówieniami czekają na wiosnę Cardinal de Richelieu, Bleu Magenta i Gishlaine de Feligonde. Miał być jeszcze Alchymist, ale ostatecznie wylądował w ogródku warszawskim.
I wciąż nie powiedziałam ostatniego słowa.Monika Marks
-
Różanka Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego
Ostatnim razem byłem w tej różance pięć lat temu,/ artykuł z owego czasu/ w roku 2008 i wielce ciekaw byłem co też zobaczę. Nawet się trochę obawiałem, gdyż w owym czasie zobaczyłem kawałek wspaniałego zakątka Polski. Na tle bylejakości, która ciągle jeszcze dominuje w naszym otoczeniu, różanka ta była oazą piękna i spokoju. Ale odetchnąłem z ulgą. Wszystko jest tak jak zostawiłem to wówczas. Tak, jakbym przed chwilą skądś wrócił. Róże znajdują się we wspaniałej kondycji. Praktycznie nie ma śladu chorób. Gleba wyplewiona, trawniki staranni przycięte. Czysto.Bravo!!!
Jednakże nie byłbym sobą gdybym choć trochę nie pogrymasił. Znajdziemy błędy w oznakowaniu trzech odmian/ na około sto/ a w tym jedna z tabliczek informacyjnych zwiera błędne dane. Sekcja róż polskich nie rozwinęła się. Kolekcja i przedtem skromna, obecnie zawiera – jeżeli dobrze policzyłem – zaledwie pięć odmian.Różanka nie zawiera też nowości z wyjątkiem kilku Austinek. Tak, jak gdyby czas się zatrzymał…
-
Różanka przy pałacu w Wilanowie
Pierwsze 15 fotografii – to moja sprawka. Zrobiłem je jesienią 2013. Na jednym ze zdjęć widzimy Okrasę jak przygotowuje program o pichceniu po staropolsku. Ponieważ w różance już róż praktycznie nie było, dodałem fotografie bukietów zdobiących sale pałacowe. Niestety sztuczne.To taki niewinny żart.
Wszystkie pozostałe fotografie – przez uprzejmość , Pani Joanna Smolińska.
Byłem w tym roku w Wilanowie, oglądałem tą różankę, ale nie wiem dlaczego nie zwróciłem na nią uwagi. Może dlatego, że róże nie są podpisane, nie mają nazw, są w jakiś smutny sposób anonimowe. Tak jak onegdaj zastępy służby pałacowej będącej tam tylko po to by zaspokoić każdy kaprys pana. Anonimowe wobec majestatu głównego lokatora. Jakież znaczenie mogły mieć ich imiona wobec właściciela. Ale przecież nie. Projektant zapewne tak nie myślał. Zapewne uznał, że wiedza ta nikomu przydatną nie będzie. Pewnie myślał/a może i nie/ że wystarczy iż tylko on coś wie a reszta niech się skupi na podziwianiu. I tak oto przeszedłem przez pustą jak nieszczęście ową różankę zaludnioną zastępami anonimowych dwórek i nawet przez myśl mi nie przeszło by wyjąć aparat fotograficzny. Czystość i sterylność tego miejsca. Jego pastelowa monochromatyczność, wprost przydawała mu jakiejś obcej, chłodnej elegancji. Nie zatrzymałem się nawet przez chwilę. Jego nieskazitelna elegancja uwierała mi jak świeżo nakrochmalona koszula gotowa do przyodziania na najwykwintniejszy raut.
Tak się jeszcze później zastanawiałem czy postąpiłem słusznie, i powiem że nie żałowałem tego kroku. I oto otrzymałem od Pani Smolińskiej plik fotografii. Otworzyłem je, pobieżnie przejrzałem i odłożyłem na jakąś nieokreśloną okazję. Przejrzałem drugi raz i trzeci i coraz bardziej zaczęło mi to miejsce smakować. I to proszę sobie wyobrazić, z tych samych powodów dla których wcześniej odstręczało.
Dziś, proszę o potraktowanie tego wpisu jako prezentu świątecznego dla wszystkich.
Nie to bym jakoś dramatycznie zmienił zdanie. Nadal uważam, że niepodpisanie tego całego mrowia róż jest swego rodzaju barbarzyństwem. Nie mogę pojąć, jak można było skrobać każdą odrobinkę farby i tynku by jak najwierniej oddać kolorystykę elewacji a jednocześnie odtworzyć, zrestaurować przypałacową różankę i nasadzić tam odmiany współczesne. Zapewne dlatego, że jakiemuś niedouczonemu projektantowi, plastykowi zamarzyła się parterowa, pastelowa różanka. Ot właśnie, nazwę różanka zachowano, ale tego co tam rosło już nie starano się nawet zaimitować. Parę kroków obok odrestaurowano za krociowe pieniądze przepyszne,barokowe partery bukszpanowe, po czym obok nasadzono mnóstwo róż współczesnych. Zapewne dla niepoznaki nie przydano im imion. A nuż nikt się nie pozna. Rzeźby barokowe, ławy stylowe z piaskowca, jakieś fontanny w stylu. Może nawet i autentyczne a obok róże współczesne.
I co drogi projektancie, szanowni i dostojni durnie, którzy to zatwierdziliście – dziwicie się jeszcze dlaczego też nikt w tym pięknym i dostojnym miejscu przysiąść nie chce. Nie chce przystanąć. Czy się jeszcze dziwicie dlaczego wśród ponad 50 fotografii nie ma ani jednej osoby. Dlaczego aparatu fotograficznego wyjąć nie chce? Jeszcze się dziwicie? Jeszcze się dziwicie dlaczego ludzie tułają się po świecie by podziwiać odrestaurowane pieczołowicie stare przypałacowe ogrody z ich boskimi różankami a tu przysiąść nawet nie chcą.
-
Róże Władysławy Kusiej
To jest bardzo młody ogród. W środku miasta, na bardzo niewdzięcznym stanowisku. Wygląd młodziutkich krzewów róż zdradza ile trzeba było włożyć wysiłku by mogły się tak prezentować. czytaj więcej…
-
Róże z wyspy kwiatów Mainau
Część I fotografie Mariana Sołtysa
Część II Fotografie Elżbiety Sołtys
Część III Fotografie Doroty Blicharz
-
Spacerkiem po Mainau
Proponuję krótkie spojrzenie na wyspę kwiatów Mainau. Fotografie: Elżbieta i Marian Sołtys oraz Dorota i Cezary Blicharz.
Jak widzimy króluje typowa niemiecka estetyka. Jednakże w bezpośrednim kontakcie nie jest tak źle. Uroczo zwłaszcza prezentuje się formalny, w stylu włoskim, ogród różany. 99% roślin w tym ogrodzie to róże a jednak wrażenie jest niezapomniane. Fotografie róż pojawią na razie tylko przy opisach odmianowych.I jeszcze jedno spojrzenie na Mainau. Tym razem poprowadzi nas Pani Małgorzata Kralka.
-
Szkółki i ogród Karl Otto Schutta
Były to fotografie Pani Małgorzaty Kralki.
I jeszcze fotografie Pani Urszuli Trętowskiej.