Boh trojcu lubit?

Przynajmniej tak uważają prawosławni. W tym artykule przedstawię trzy / jakże by inaczej/ takie trójki. Jedna, to trzy pnące kanadyjki: John Davis, John Cabot i Henry  Kelsey.

john-davis-a john-cabot2

Najbujniejsza z nich i najbardziej spektakularnie kwitnąca, do John Davis. W szczycie wiosennego kwitnienia obsypana jest niezliczoną ilością  jasno różowych kwiatów o niezbyt uporządkowanym pokroju. Ale kto w tej masie kwiecia dopatrywał by się jakichś tam indywidualnych defektów. Spójrzmy na tę fotografię i zazdrośćmy tego pięknego egzemplarza Państwu Lipczewskim. Róża ta pięknie powtarza kwitnienie, wprawdzie nie jest ono już tak spektakularne jak to wiosenne , ale również bardzo obfite. Krzew teoretycznie , zgodnie z kanonicznym opisem , osiąga  nieco ponad 2m wysokości. Ale to tylko teoria. Zapewne tak się rzecz ma się w Kanadzie . U nas jest to grubo ponad trzy metry. Nadto świetnie się krzewi. I jeszcze jedną cechę warto podkreślić, jego zupełną odporność na spadki temperatur. Skąd się ona wzięła? To zagadka , albowiem jest to  roślina powstała w wyniku wolnego zapylenia  mieszańca kordesii  nazwanego przez F.Svejdę L49. Róża ta wprawdzie pachnie , ale raczej symbolicznie.

Drugą z opisywanej tu trójcy jest John Cabot. To również mieszaniec róży kordesii powstały w wyniku zapylenia rosa kordesii /Wulf/ przez również mieszańca  r, kordesii o nazwie D14. Kwiaty jej są  wyraźnie ciemniejsze od opisywanego poprzednika, ciemno różowe, również bez zapachu. Krzew wprawdzie nie krzewi się tak spektakularnie jak John Davis, ale za to pędy jej są dłuższe i świetnie układaja sie na pergoli, Kwitnienie jest obfite , ale bez tego szału zapamiętania jak u Johna Davisa. To też odporna na mrozy roślina, o stosunkowo długim okresie kwitnienia , ale niestety powtarzanie kwitnienie   w jej przypadku ma charakter raczej symboliczny

Wreszcie trzecia, to Henry Kelsey,  o wesołych jaskrawo czerwonych, płaskich kwiatach z wyraźnie odznaczającą się się kępką żółtych pylników. W miarę przekwitania kwiaty zmieniają kolor na ciemniejszy, To też mieszaniec róż kordesii z najbardziej ujawniającą się nienajlepszą manierą tej grupy róż objawiająca się tendencją do kwitnienia głównie na końcach pędów.  Tendencję tę można przełamać przez właściwe  cięcie, no ale to już  wymaga pewnej wprawy i umiejętności co nie zawsze jest zresztą możliwe fizycznie, bo pędy jej  dorastają  na ponad 3m długości.

I tak oto hodowcy kanadyjscy obdarowali nas trzema odmianami dobrej jakości róż pnących, powtarzających kwitnienie i  całkowicie odpornych na duże spadki temperatur ,zdecydowanie poniżej -30c.

peace kronenburg-konskowola-2011-191 ola3

Druga “trojca”, to zupełnie inna historia. Zaczęło się od Madamme A. Meilland, Francisa Meillanda, którą wyhodował jeszcze przed II wojną. Ten wspaniały mieszaniec herbatni , to klasa sama w sobie . Nic więc dziwnego, że królowała w szkółkach, ogrodach i ogródkach przez ca 50 lat, a i dziś jeszcze jest chętnie sadzona, choć zdrowotność jej już odbiega od tych norm do których przyzwyczaiły nas róże współczesne. Liście, jeżeli będziemy je chronić chemicznie również pokażą się nam od jak najlepszej strony. Liście ma piękne o mocnej substancji, ciemno zielone i błyszczące. Bardzo dekoracyjne. Zdobią również  jej wspaniałe dwa sporty o których  chciałbym tu napisać. Mam na myśli odmianę Kronenburg znalezioną przez dwu pracowników szkółek  Sama McGredy IV.  Z kolei Kronenburg  po 50 latach  wydaje sport striped odkryty niezależnie od siebie w  radzieckich szkółkach Klimienko i w szkółkach   inżyniera hodowcy  z różanego zagłębia w Końskowoli, Pana Kozaka.

I wreszcie trzecia trójca: W swojej kolekcji posadziłem je po sąsiedzku  by wnosiły radość do każdego serca i ogrodu i doprawdy nie wiem która z tej trójki jest najpiękniejsza. Jak trzy Gracje, boginie wdzięku, piękna i radości oraz rozkwitających roślin i dojrzewających owoców, które znajdowały się w orszaku Afrodyty. To córki Zeusa i Okeanidy (nimfy morskiej) Eurynome. Te gracje: Aglaja, Eufrosyne i Talia. Moje, choć nie mityczne ale jak najbardziej realne, równie  udanie  upiększają ten fragment ogrodu który oddałem im we władanie.

aglaia-euphrozyne-thalia

Aglaia Eufrozyne i Talia – to par excelance piękne róże wprowadzone do obrotu handlowego przez Petera Lamberta, a kupione przez  niego u Schmidta. /*Eufrozyna*,*Thalia*,Aglaia/. Dały one poczatek Lambertianom a Aglaia nadto poprzez Trier przyczyniła się do powstania mieszańców piżmowych.

Wychodzący pod koniec XIX wieku, w Warszawie dwutygodnik  Ogrodnik Polski 1899/ 10  tak o nich pisze:

“Wspomnimy tylko nawiasowo o różach płaczących, ponieważ są one u nas dosyć pospolite, lubo nie zawsze stosowane właściwie (nad grobami, przy pomnikach, po bokach werand, przechodzimy zaś do róż pnących. Napotykamy między niemi t. zw. “trzy gracye” Aglaiae, jasno-zielonawo żółtą, Eufrozine, różową i Talię czysto-białą. Wszystkie trzy są w ogóle wytrzymałe lepiej od dawniej znanych i używanych, mogą też służyć do okrywania altan, cienników i tworzenia słupów lub obelisków. Wszystko to trzeba robić w stanowisku zacisznem, a krzaki u podstawy liśćmi obsypywać, na wszelki przypadek. Jeżeli zmarzną-odbudujemy je ze zdrowej części”.

 

 

 

Napisz komentarz

You must be logged in to post a comment.