Delphin
Fotografie Dorota Blicharz Sangerhausen 2009.
Mieszaniec herbatni.
Hodowca – VEG Baumschulen w Dreźnie, rok 1980 .
Kwiaty – klasycznej budowy liliowo lawendowe.
Krzew – wysokości do 60 cm.
Pochodzenie – Maizner Fastnacht x Lavendula .
Fotografie – przez uprzejmość Pan Jacek Kondratowicz, który też dzieli się swoimi doświadczeniami z uprawy tej róży.
“Dzisiaj pozwoliłem sobie zamieścić opis róży, która stażem w moim ogrodzie jest stosunkowo młoda ale w pewnym sensie jest to już róża historyczna. Dlaczego? Otóż odmiana powstała w państwie, którego dziś nie ma już na mapie. Państwo nazywało się NRD a róża nosi wdzięczną nazwę “Delphin”. Niestety nie znam nazwiska jej twórcy ale wiadomo, że została introdukowana w 1980 r. a urodziła się w państwowej szkółce VEG Baumschulen w Dreznie. Tą piękną różę polecam do uprawy tylko stoicko spokojnym i anielsko cierpliwym rosomanes. A dlaczego, o tym za moment. Ten mieszaniec herbatni jest dzieckiem tak sławnych rodziców jak Mainzer Fastnacht i Lavandula. Odziedziczył po nich wiele. Liliowo lawendowy kolor kwiatów, zapach, podatność na choroby ale i oryginalność, bo drugich tak nieodpornych na deszcz kwiatów,jeszcze nie widziałem. Wystarczy lekki deszcz aby wyjątkowo nabite delikatnymi płatkami kwiaty nasiąkły wodą niczym gąbka. A to oznacza , że wystarczy jedna chłodna noc i tworzą się mumie kwiatowe . Odmiana wymaga też dokładnego zabezpieczenia na zimę. Wg mnie jest to róża do klimatu śródziemnomorskiego. Łatwo zapada też na czarną plamistość i mączniaka. Jest bardzo delikatna. Dorasta w cieple lata do ok 70-80 cm. Liście są matowe, ciemno zielone na niezbyt sztywnych pędach,rzadko uzbrojonych w kolce. Jest jednak coś, co nie pozwala przejść obojętnie obok tej róży. To zapach. “Delphin” zebrał w sobie chyba wszystkie zapachy sławnych mieszańców herbatnich w tym kolorze. A wiec swoich rodziców, potem Mammy Blue, Charles de Gaulle, Nil Blue i wielu innych. Zapach jest oszałamiający,wyczuwalny z daleka. Połączenie aromatu fiołków,cytrusów i róż damasceńskich. Róża ta,w moim ogrodzie jest pamiątką z wycieczki zakładowej ( a jakże) do bratniego wówczas kraju socjalistycznego,czyli DDR jednego na którą to pojechał jeden z członków mojej rodziny. Ktoś zapyta po co to trzymać? No cóż. A czy wszystkie róże muszą być bez kolców?”