Vierlanden
fotografie – przez uprzejmość Pan Jacek Kondratowicz .
Mieszaniec herbatni .
Synonim – prze4z firmę Jackson wprowadzony do handlu w Stanach Zjednoczonych jako Pink Delight.
Hodowca Wilhelm Kordes II, rok 1932.
Kwiaty – klasycznej budowy, różowe, bądź też jak pisze Pan Kondratowicz amarantowo różowe, średnicy 10 cm, złożone z około płatków.
Zapach przyjemny , mocny.
Krzew – o pokroju wyprostowanym i pędach dochodzących do 160cm długości.
Liście – jasno zielone, bardzo duże, podatne na czarną plamistość.
Pochodzenie – Senator x Florex .
Opowiada Pan Jacek Kondratowicz:
HMF podaje, ze róża ta, została zarejestrowana w USA w roku 1936 nosi tam nazwę Pink Delight . Ponieważ nazwa ta jest dla mnie strasznie pretensjonalna,wiec uparcie używam nazwy hodowcy. Róża ta,podobnie jak wcześniej opisana przeze mnie “President Hoover”,trafiła do naszego ogrodu w niespokojnym okresie przemian ustrojowych tuż po zakończeniu ll wojny światowej, prosto z pałacowego ogrodu majątku ziemskiego Wiecinin. W lipcu 1945 roku,zaniedbany przez wojnę ogród dogorywał. Przyniesiony przez mojego dziadka kawałek pędu był chyba ostatnim żywym fragmentem przedwojennej świetności krzewu, na który był już wydany wyrok śmierci. Zrazy zostały niebawem zaokulizowane,ładnie i szybko się zrosły,co jak zauważyłem jest cechą tej odmiany do dziś. Łatwo się rozmnaża. Ale niestety,krzew z pałacowej różanki nigdy się o tym nie dowiedział. Zginął wkrótce wraz z innymi różami. Na szczęście w dziadkowym ogródku rozwijał się dobrze. Już wkrótce sam służył za materiał do rozmnażania. W tej chwili mam u siebie cztery sztuki tej odmiany,w tym wspomnianego “seniora” jak na niego mowie, który prowadzony w formie piennej skończył w lipcu 69 lat. W formie krzewu róża ta dorasta u mnie do 1,2 m,pędy kwiatowe bardzo długie, przeważnie zakończone 3-4 kwiatami. Liście bardzo duże,jasnozielone,podatne na czarna plamistość. Kwiaty duże o barwie jak ja nazywam,amarantowo różowej,mocno i przyjemnie pachnące świeżością. Przy dłuższej “degustacji” zapachu,w nosie pozostaje won proszku do prania. Czy da się to polubić? No cóż,kwestia gustu. Płatki kwiatu miękkie,elastyczne ale o dziwo świetnie znoszą deszcz i zimno. Wszystkie moje krzewy tej odmiany maja dwa główne kwitnienia w sezonie. Nie polecam nawożenia krzewów tej odmiany rosnących na żyznej glinie nawozami azotowymi, ponieważ pędy kwiatowe staja się niemiłosiernie długie i grube. Zdarzyło mi się już w taki niezamierzony sposób wyhodować kwitnący pęd o wysokości 1,6 m.
Thursday, 18 December 2014 o godz. 18:59
Długo zastanawiałem się czy dorzucić swoje amatorskie trzy grosze do zapachu proszku do prania. Z początkiem lipca 2012 całą rodziną byliśmy w Londynie nad Tamizą, a mieszkający tam syn wziął i zaprowadził nas jednego dnia do dużego parku z bardzo dużą ilością kwater różanych. Tam doświadczyłem zjawiska węchowego porównywalnego do zapachu proszku do prania, które mam w pamięci do dziś. Dotyczyło to pięknych mieszańców herbatnich,których nazwy dałem jednemu szkółkarzowi.
Thursday, 18 December 2014 o godz. 20:36
Bardzo interesujące. A może porobił Pan jakieś fotografie różom i miałby Pan ochotę się nimi pochwalić?
Thursday, 18 December 2014 o godz. 23:24
Co do chwalenia się to przesada, ale parę fotek mam dających przedsmak tego co tam jest. Zdjęcia robił syn, a pogodę widać na załączonych obrazkach. Proszę o instrukcje jak wysłać Panu fotki.