General Schablikine

schablikine_11

Róża herbatnia .

Hodowca – Gilbert Nabonand, rok 1878.

Kwiaty ciemno różowe, ale to tylko tak napisałem, bo jak opisać ich niezwykłą wprost kolorystykę. Średnica do 10 cm, a złożone są na wzór rozety  z ponad 40 płatków. Kwitnienie ma charakter ciągły. Is the best of all Tea roses! Jej kwiaty to niezwykła mieszanka wiśniowego i miedzianego koloru, ale ładna na wszystkich etapach. Które zaczynają się jako długie, eleganckie, lekko zwisające pąki, a kończą jako w pełni otwarte i ćwierćrozetowe kwiaty ze zwiniętymi płatkami. Pojawiają się pojedynczo lub w grupach liczących do pięciu sztuk, tak hojnie, jak i nieustannie.

Sam hodowca , tak o niej pisze:

“Stale w rozkwicie, tworzy duże krzewy, które można liczyć na setki kwiatów”  . To jest róża stworzona dla dużego ogrodu. Nie można ograniczać jej wzrostu  , ponieważ tylko pozwalając jej na wolność, da z siebie wszystko. Zimą wymaga tylko lekkiego przycinania, nigdy drastycznego  , ale dotyczy to wszystkich  róż chińskich. Oprócz eleganckiego pokroju krzewu, którego piękno dorównuje urodzie ‘Marie Van Houtte’, odmiana ta wyróżnia się gęstym i niezwykle zdrowym ulistnieniem, rzadko widujemy ją chorą na mączniaka prawdziwego  . Kwiaty wiąże pojedynczo lub są zebrane w baldachy, mają długie pąki i kwiaty bogate w różane płatki o różnych odcieniach. Zapach herbaty jest   mniej intensywny niż zapach “Archiduc Joseph”, ale równie delikatny”.

Zapach umiarkowany.

Krzew – jest to rodzaj pnącza lub obszernego, wspaniale rozrastającego się w dobrych warunkach krzewu o bezkolcowych pędach do 2 m wysokości.

Liście ciemno zielone, matowe.

Pochodzenie –  Wprawdzie zdaniem Pierre Guillota jest to siewka od Safrano a Fleur Rouge ale HMF, tego nie potwierdza.

Jack Harknes w swojej wydanej w roku 1978 książce “Roses” tak pisze o tej odmianie; “Najprawdopodobniej to najlepsza z wielu róż herbatnich wyhodowanych przez Clementa, Gilberta i Paula Nabonandów. Wielkim honorem  jest móc uprawiać tę odmianę w swoim ogrodzie przez wzgląd na jej przepiękny kolor i elegancję. Nie spotykaliśmy jej zbyt często na wystawach różanych a to dlatego, że kwiaty jej mają budowę rozetową, która to forma nie cieszyła /wówczas/ oka jury sędziowskiego. Oczywiście , moim zdaniem, forma kwiatu nie powinna wpływać dyskwalifikująco, wszak jest równie dobra jak każda inna. I dziś gdyby wróciła moda na herbatnie, General Schablikine zajmował by w ogrodzie i na wystawach poczesne miejsce.” str. 65.

Ciekawe świadectwo daje  Francois Joyaux w swojej książce La Rose un passion francaise. ‘Pod koniec XIX wieku , korzystając z tego, że pojawił się sprawny transport kolejowy , na Lazurowym Wybrzeżu zaczyna rozwijać się produkcja róż na kwiat cięty. Ponieważ hodowcy na początku nie mają odmian specjalnie do tego celu przystosowanych, przywracają do łask róże , które zostały w pewnym sensie zapomniane jak Niphetos, Safrano  czy Madame Falcot . – str. 171. I dalej: Również Generał Schablikine  był intensywnie uprawiany w tym celu. Uprawy róż tej odmiany, ciągnęły się aż po wzgórza Vence, a nawet do wyspy Porquerolles. Nic w tym dziwnego, bowiem ciągłość kwitnienia tej odmiany jest wprost legendarna. Nawet w Londynie kwitły one nieprzerwanie przez 12 miesięcy w roku.

general-schablikine-2

general-schablikine   Fotografie – przez uprzejmość Pani Urszula Trętowska Montisfont Abbey.

I jeszcze spojrzenie Pani Nancy Steen , zawarte w jej książce The Charm of Old Roses :”  GeneralSchablikine – bardzo pożądana róża pod każdym względem. czyste, zdrowe łodygi i liście – te ostatnie mają świeży, niebiesko-zielony kolor – oraz bujny rozkwit, nawet w środku zimy, charakteryzują tę  ponad stuletnią różę. Nawet w tych dniach pięknych innowacji z połowy XX wieku jest to róża, która może  śmiało unieść głowę wysoko; co robi dosłownie, ponieważ łodygi kwiatowe są mocniejsze niż łodygi większości członków tej interesującej rodziny. Podwójne, prawie ćwierćrozetowe kwiaty , wypłukane łososiem i płowe, pojawiają się w wyprostowanych, dobrze rozmieszczonych kiściach, które stanowią wspaniałą dekorację wnętrza, gdy nadchodzi zimna pogoda. Okresowo należąło by usuwać z bazy najstarszą gałąź.  Nie wymaga dużego oprysku; co jest świetnym punktem w wilgotniejszym naszym klimacie  . Jest prowadzona, razem z innymi starymi różami, wzdłuż białej kraty po zachodniej stronie domu. Różowo-kremowe fuksje rosną między różami na tej ścianie i znacznie wzmacniają ogólny efekt. ” tamże strona 83.

Jak wszystko co wychodzi z warsztatu G. Nabonanda, poza przypisanym sobie niejako z definicji urokiem róż, zawiera coś jeszcze. Jakąś nieuchwytną elegancję i nadzwyczajny urok kwiatu . Można by jakoś tak wymijająco powiedzieć, że zawiera istotę róż Nabonanda. Być może jest to efekt patrzenia na nie przez pryzmat czegoś nieosiągalnego, gdyż odmiany jego są zdecydowanie ciepłolubne i w naszych warunkach ich uprawa byłaby nie lada wyzwaniem dla rosomanes. Może słońce południa przydaje im to nieuchwytne ciepło. W każdym razie gdy tylko przychodzi mi napisać coś o jego różach, pojawia się jakaś nutka nostalgii i żalu za czymś niedoścignionym. A może jest w tym czar i ciepło Fin de sieclu w którym Nabonandowi przyszło żyć.  Południowe rejony Francji i Riviera gdzie tworzył, zasiedlone były przez próżnującą tam arystokrację wśród której się obracał. Może to w ich wyrafinowany gust  z powodzeniem trafiał. Sam też był człowiekiem niezwykle przystojnym i noszącym się z wielkim wdziękiem i elegancją. Gdy patrzymy na jego portret , to przychodzi nam na myśl raczej jakiś dandys paryski niż ogrodnik. Nawet nazwy jego róż są swoistą listą obecności tamtejszego mondu z którym pozostawał w znakomitej komitywie.

Dotyczy  to również omawianego wyżej Carskiego generała  Schablikine,   wsławionego tłumieniem naszego powstania listopadowego i  w wojnie krymskiej. Nabonand  często nadawał swoim różom nazwiska przedstawicieli rosyjskiej klasy próżniaczej, gęsto wówczas – podobnie jaki i teraz współcześnie – zasiedlających Lazurowe Wybrzeże. Ale nie zasługi wojenne owego generała zdecydowały o tym , że Nabonand poświęcił mu różę. To jego żona, która spędzała zimę na Lazurowym wybrzeżu uprosiła Nabonanda , albo co bardziej prawdopodobne zapłaciła jemu. Ta niesympatyczna/dla nas/ rodzina szybko zeszła z kart historii gdyż syn generała, który również próbował kariery wojskowej, a po odejściu z wojska migiem wszelaki majątek przepił.

Napisz komentarz

You must be logged in to post a comment.