Bella Donna
Tą piękną różę damasceńską trudno spotkać, choć znajduje się w obrocie handlowym.
Pochodzi gdzieś z pierwszej połowy XIX wieku a jej hodowca pozostaje nieznany.
Fotografia w Van der Goot Rosarium 2017.
Kwiaty jej zachowują wszystkie atrybuty róż damasceńskich. Przede wszystkim wspaniały zapach, czysty, niezmącony róż koloru i jeszcze dodatkowo/ co już nie u wszystkich odmian róż damasceńskich spotkamy/ cudowną , regularną formę kwiatu, który na ogół, acz nie zawsze prezentuje się nam z ledwie zaznaczonym oczkiem . Kwiaty średnicy około 8 cm , złożone są z około 25 płatków. Przy tych wszystkich swych zaletach ma też i wadę. Mianowicie nie powtarza kwitnienia. Kwitnienie jej jest jak na damasceńskie stosunkowo późne.
Krzew – zbudowany mocno, z pionowymi pędami jak u portlandek o dobrej mrozoodporności tj 4 strefa usda. wypuszcza odrosty korzeniowe.
Liście – ciemno zielone, matowe. starsze liście przybierają ów szaro niebieskawy odcień tak charakterystyczny dla róż damasceńskich. Oczywiście pełna odporność na choroby.
Pochodzenie – nieznane. Bella Donna , to bardzo popularna nazwa róż i często im przydawana, dlatego też gdy spotkamy jakąś o tej nazwie , dobrze wypytajmy z kim też mamy przyjemność. na ten przykład jedna z najstarszych odmian róż alba, nosi taką samą nazwę.
Friday, 1 April 2016 o godz. 19:05
Mam podobną różę, ale nie znam jej nazwy. W ogóle moja przygoda z różami historycznymi zaczęła się właśnie od niej. Pozwolę sobie na dłuższe wynurzenie w tej sprawie. Otóż: kupiłam z mężem zagospodarowaną działkę budowlaną i stałam się szczęśliwą posiadaczką między innymi tej róży, o której poprzednia właścicielka (w podeszłym wieku) wiedziała tyle, że już jej mama sadziła ją we własnym ogrodzie i mówiła, że to bardzo stara róża. Nie znała jej nazwy odmianowej i ja jej nie znam, mimo, że spędziłam całe dwa tygodnie ferii zimowych w bibliotece Akademii Rolniczej (ówczesnej) w Lublinie przetrząsając książki w poszukiwaniu informacji. Potem trafiłam na http://www.helpmefind i nic, potem do Pana Choduna w Poznaniu i też nic. Moja róża ma dość cienkie (jak gruba kredka), wysokie pędy barwy szarej, wysokości od 1,20 do 1,80, przewieszające się mniej więcej na wysokości mojej głowy :) czyli około 1,60. Jest bardzo mrozoodporna, rozchodzi się po ogrodzie za pomocą rozłogów, kwitnie raz, jest podatna na czarną plamistość (może w gorszym sezonie stracić większość liści i stoi tak jak goły patyk) i nimułkę różaną – zwijają się listki w trąbkę, ale mimo to jest niesamowicie odporna i te choroby jej nie szkodzą – rośnie sobie doskonale. Liście są zielono-szare, szorstkie, dość małe, natomiast pełne kwiaty piękne jak marzenie, delikatnie różowe, bardzo pachnące, rozetowe. Szef napisał, że ma około 25 płatków – patrząc na własne zdjęcie tej róży ma ona ze sto płatków – może to zatem centifolia? Na pędach są z rzadka rozrzucone małe igiełkowate kolce, zupełnie inne niż róż współczesnych. Róża ta wyzwoliła moje zainteresowanie różami historycznymi i różami w ogóle, ponieważ do tej pory znałam tylko odmiany rabatowe, takie psiary spod bloku, i takie dostojne damy, które zanosiło się na imieniny do cioci. Potem dowiedziałam się, że to róże wielkokwiatowe tzw. mieszańce herbatnie i te mi się najbardziej nie podobały. A tu, na mojej już ziemi zobaczyłam różę jak z bajki, i zrozumiałam jakim jestem ignorantem w temacie. Mam wiele jej zdjęć i chętnie prześlę, ale proszę Pana Admina o kontakt na maila, bo gdzieś zgubiłam Pana adres mailowy.